Osoby zainteresowane lekturą wywiadów
z Sandomierza i Podlasia prosimy o wcześniejszy kontakt mailowy
na adres: archiwumetnograficzne@archiwumetnograficzne.edu.pl

Wywiady udostępniamy tylko do celów naukowych
po wcześniejszym uzasadnieniu

     |     strona główna      |      zespół      |      kontakt       |       english       |       zaloguj się/ login
EKSPEDYCJE
  • Sandomierz 2005
  • Podlasie 2007
  • Klimontów 2008
  • Zamojszczyzna 2009
  • PROJEKTY
  • Gabriel
  • Kim jestem, czego chcę
  • Legendy o krwi
  • Listy o głodzie
  • Pan-niewolnik
  • Polak w szafie
  • Pseudo
  • Stocznia
  • Żydokomuna
  • PUBLIKACJE
    ZNALEZISKA
    ŚCIEŻKA ISNS UW
    WSPIERAJĄ NAS
    PARTNERZY I PRZYJACIELE

    Pracujemy razem i niejednokrotnie różnimy się: poglądami, doświadczeniami generacyjnymi, rangami. Chcemy być tej różnorodności świadome, sprostać trudnościom, jakie ona niesie i czerpać z niej korzyść, bo uważamy ją za wartość naszego zespołu. Dlatego strona zawiera zarówno teksty autorstwa Archiwum Etnograficznego, jak i poszczególnych jego członkiń. Jako wyraz stanowiska AE należy traktować jedynie te teksty, które podpisane są przez cały zespół.

    Strona powstała dzięki wsparciu finansowemu:
    Biedni Polacy patrzą na siebie
    Język polskiego dyskursu o Żydach jest pełen świadectw, ni to ludowych formuł, ni martwych metafor, skamielin. Jest to język dziecięcy, a jednocześnie groźny (s. 39) – tak zaczynają się Legendy o krwi. Antropologia przesądu. Kolejne kilkaset stron stanowi rozwinięcie tej tezy. Najnowsza książka Joanny Tokarskiej-Bakir to fascynująca wiwisekcja antysemickich fobii. Autorka odkrywa krok po kroku ich źródła, dociera do najbardziej nawet nieuświadomionych pokładów uprzedzeń. Rozdziały mają układ chronologiczny. Opowieść poświęcona „legendom o krwi” zaczyna się w średniowieczu – epoce apokryfów i sztuki podporządkowanej religijnej metaforyce, a kończy we współczesności, analizą kserowanych i rozpowszechnianych pokątnie tzw. „list Żydów”, w których „dobrze zorientowani, życzliwi prawdziwi Polacy demaskują” wśród przedstawicieli rządu i hierarchii kościelnej osoby – ich zdaniem – żydowskiego pochodzenia.

    Dużym atutem publikacji jest postmodernistyczna wielowątkowość. Tokarska-Bakir, by poprzeć formułowane tezy, w odważny sposób zestawia z pozoru nieprzystające do siebie źródła. Wykorzystuje argumenty antropologiczne, historyczne i socjologiczne, sięga do dzieł kultury elitarnej i masowej. Tę samą wagę przywiązuje do fragmentów zaczerpniętych ze średniowiecznych kronik, jak i współczesnych artykułów prasowych oraz reportaży, na czele z My z Jedwabnego Anny Bikont. Dzięki temu mamy do czynienia z dobrą literaturą popularnonaukową, a nie hermetyczną lekturą, interesującą jedynie wąską grupę specjalistów. Jednocześnie wyjątkowo bogata bibliografia może ułatwić czytelnikom studia nad skomplikowanym problemem antysemityzmu.

    Autorka w pierwszych rozdziałach zastosowała ciekawą, chociaż nie zaskakującą, metodę. Pisze o „legendach krwi” posługując się kategoriami używanymi przez Władimira Proppa podczas badania struktur narracyjnych bajek magicznych. Legendy owe powstawały niezależnie od siebie w różnych miastach Europy, ale były budowane według tego samego, niepokojącego schematu. Wyssane z palca doniesienia o profanacji przez Żydów hostii lub porywaniu chrześcijańskich dzieci – których krew miała być potem dodawana do macy – stawały się opowieściami przechowywanymi przez wieki w świadomości społeczeństw. Naiwne, quasi racjonalne legendy i mity, składające się z budowanych na stereotypach kalek językowych, były i nadal są groźną bronią. Doniesienia o „rytualnym mordzie” stanowiły wygodny pretekst do organizowania kolejnych pogromów. Regułą było przyjmowanie przez średniowieczne miasta Europy przywilejów „de non tolerandis Judeis”. Do legendy przeszły prześladowania Żydów w czasach hiszpańskiej Inkwizycji. Antysemickie zamieszki przez wieki tolerował, a bywało także, że inspirował, kościół. Antysemityzm chrześcijański, który określany jest również mianem antyjudaizmu, swoją siłę czerpał ze specyficznej egzegezy Pisma Świętego. Nieustannie powracały oskarżenia Żydów i przekonanie o ich niezbywalnej winie za śmierć Chrystusa. Nieprzypadkowo do pogromów, także w Polsce, najczęściej dochodziło w trakcie Wielkiego Tygodnia, nierzadko po wyjściu wiernych z kościoła. Mit bogobójstwa ma źródło w wielokrotnie przywoływanym cytacie z Ewangelii św. Mateusza: A cały lud zawołał: Niechaj krew jego spłynie na nas i na dzieci nasze (Mat. 27,26)(1). Ksiądz Romuald Jakub Weksler-Waszkinel w jednym ze swoich artykułów przypomina, że jeszcze w 1958 roku kościół katolicki w liturgii Wielkiego Piątku modlił się „za przewrotnych Żydów” (pro perfidis Judeis).

    W książce Joanny Tokarskiej-Bakir nie zabrakło zdjęć kościelnych rzeźb i obrazów, będących plastycznym odpowiednikiem literackich przekazów o „mordach rytualnych”. Chyba najbardziej znanej w Polsce realizacji tego motywu został poświęcony kluczowy rozdział publikacji. Chodzi o namalowany w XVIII wieku przez Karola de Prêvot obraz, eksponowany w katedrze sandomierskiej. Widzimy na nim dziecko chrześcijańskie męczone przez Żydów w beczce wyłożonej od wewnątrz kolcami. Joanna Tokarska-Bakir udowadnia, że jest to motyw charakterystyczny dla „legend o krwi”. Jego absurdalność jest oczywista, ale badaczka pokazuje, że w świadomości wielu osób wiara w prawdziwość tego rodzaju opowieści nie podlega dyskusji. Przekonanie wyrasta z cyklicznego postrzegania czasu, typowego dla ludowego obrazu świata. W historii Europy uparcie powracają powtarzane przez antysemitów relacje o dramatycznych incydentach, dziejących się według tego samego scenariusza. Scenariusza, którego nikt nie kwestionuje i nie podważa. Tak rodzi się myślenie stereotypowe. Nawet jeśli czegoś nie widzimy, to nie znaczy, że tego nie ma. Jest, ale ukryte. A jeśli ukryte, to jeszcze bardziej groźne.

    A kiedy ludzie znowu przypominają sobie o „legendach krwi” i zaczynają je przekazywać z ust do ust – jak oparte na faktach relacje – osiągają swój cel. Całkowicie fałszywe pomówienia kończą się oskarżeniem niewinnych osób o mord. Ostatnim, najtragiczniejszym, bo realnym etapem jest pogrom. W ten sposób fikcyjne baśnie magiczne wielokrotnie wpływały na ludzkie życie.

    Symbolem w tym kontekście pozostaje pogrom kielecki z 1946 roku. Kielce nie były oczywiście jedynym miejscem, w którym po Holokauście Polacy mordowali Żydów. Dowiadujemy się o tym z wielu relacji. W wyzwolonej Polsce zabijani byli ci, którym udało się przetrwać getta, obozy, ukryć po „aryjskiej stronie”, a także ci, którzy przeżyli Shoah w Związku Radzieckim. Jeśli pogrom kielecki nie był wyjątkiem, to dlaczego o nim wspominam? Z prostego powodu – iskrą, która w tym przypadku wznieciła ogień nienawiści, było oskarżenie o próbę dokonania „mordu rytualnego”. Walenty Błaszczyk oświadczył milicjantom, że jego zaginiony dziewięcioletni syn wrócił właśnie do domu. Rzekomo miał być dwa dni przetrzymywany przez Żydów w piwnicy. W filmie dokumentalnym pod tytułem Henio – zrealizowanym przez Andrzeja Miłosza i Piotra Weyherta w 50. rocznicę pogromu – Henryk Błaszczyk wyznał, że to ojciec kazał mu mówić, iż za porwaniem stali Żydzi. Jaki wpływ na rozwój tragicznych wydarzeń w Kielcach miała trudna do wykrzewienia wiara w dodawanie dziecięcej krwi do macy? Jan Tomasz Gross w Strachu cytuje wspomnienia Chila Alperta, w 1946 roku wiceprzewodniczącego Komitetu Żydowskiego w Kielcach. Alpert zapamiętał, że jeden z żołnierzy w dniu pogromu zapytał go: No, jak wam smakowała polska krew? Dobrze wam było?(2)
    Wówczas okazało się, że po tym, co działo się w czasie okupacji w Polsce, nadal można bezkarnie mordować Żydów. Wiara w antysemickie „legendy o krwi” z pewnością dla wielu sprawców morderstw była wystarczającym rozgrzeszeniem. Ta sama retoryka po latach znowu dojdzie w Polsce do głosu – w Marcu 1968 roku.

    Tokarska-Bakir przestrzega przed pokusą bagatelizowania „legend o krwi”, a raczej tego, co za nimi stoi. Ma dla nas istotne przesłanie – legendy owe nie są wyjętym z lamusa, dawno zapomnianym elementem kultury europejskiej, ale należą do jej żywej tkanki. Stale oddziałują na wyobraźnię Polaków. Dlatego najważniejsze w omawianej książce są, moim zdaniem, fragmenty odnoszące się do współczesności. Punktem wyjścia do tych rozważań są szeroko zakrojone badania etnograficzne z 2005 i 2006 roku. Wywiady zostały przeprowadzone przez kilkudziesięcioosobową grupę studentów, pod kierunkiem Joanny Tokarskiej-Bakir. Rozmówcy są cytowani anonimowo. Poszczególne wypowiedzi zachowują dynamikę języka potocznego i indywidualny sposób mówienia kolejnych osób, co zbliża je do emocjonalnych świadectw bohaterów reportażu. Ale emocjonalny ładunek i łatwa do zdemaskowania nielogiczność argumentów jest w tym przypadku na miejscu. Tokarska-Bakir świetnie wykorzystała potencjał, jaki ma w sobie oral history. Ta opierająca się na wywiadach ze świadkami historycznych wydarzeń technika badawcza zyskuje w Polsce coraz większą popularność(3).

    Można być prawie pewnym, że tymi samymi wnioskami zakończyłoby się badanie przeprowadzone w innym regionie Polski. Joanna Tokarska-Bakir z powodzeniem powtórzyła to, co już na przełomie lat 70. i 80. XX wieku zrobiła Alina Cała, która analizę rozmów z mieszkańcami miasteczek i wsi wschodniej oraz południowo-wschodniej Polski zamieściła w głośnej publikacji: Wizerunek Żyda w polskiej kulturze ludowej(4). Zresztą autorka Legend o krwi wielokrotnie odwołuje się do tych badań. Co ciekawe, trzydzieści lat później dochodzi do podobnych wniosków. Respondenci w obu przypadkach mówią o pobożności Żydów (większej niż Polaków), a jednocześnie o czarnoksięskim rodowodzie, konszachtach z diabłem, a nawet możliwości rzucania klątw. Już Florian Znaniecki – jeden z twórców polskiej socjologii – zwrócił uwagę na stereotypowe utożsamianie „obcych” z czarownikami. Ma to odzwierciedlenie chociażby w ludowych przysłowiach. W badaniach Aliny Całej nie mogło oczywiście zabraknąć pomówień Żydów o tzw. „mordy rytualne”. W dwóch relacjach czytamy o obawie przed „porwaniem na macę”. Mieszkaniec Gniewczyny Łańcuckiej zdradza: Częstowali macą dzieci polskie. Mówili wtedy: Jedzcie macę, to jest wasza krew(5).

    W publikacji Aliny Całej, podobnie jak później Joanny Tokarskiej-Bakir, w wypowiedziach dotyczących zwyczajów weselnych powtarza się irracjonalne przekonanie, że Żydzi brali ślub na śmietniku. Przesąd o żydowskim bogactwie powraca w różnych kontekstach, np.: Ludzie z Bełżca (w czasie wojny był tam niemiecki, nazistowski obóz zagłady, przypis M.S.) dorobili się, bo wykopali po nieboszczykach złote łańcuchy i zęby(6).

    Próby zanegowania takich poglądów kończą się klęską. Antysemicki stereotyp nie poddaje się racjonalnym argumentom. Gdy mieszkanka Nowego Dworu mówi, że jadła macę i krwi w niej nie było, jej trzydziestoletni syn tłumaczy to tak: Ludziom dawali bez krwi, dla siebie mieli z krwią, to nikomu nie pokazywali(7) (Cała, s. 89).
    Elementem uwiarygodniającym te opowieści jest powoływanie się na autorytety. Rozmówcy zapewniają, że historię przekazała im babcia albo ktoś inny z najbliższej rodziny. Czasami powołują się na bliżej nieokreśloną księgę, z której czerpią swoją wiedzę, a czasem ze śmiertelną powagą traktują informacje, które przeczytali w antysemickich periodykach, niejednokrotnie przedwojennych. Chętnie wymieniają ich tytuły.

    Nie ulega wątpliwości, że w Legendach o krwi wielokrotnie przytaczane są świadectwa prymitywnego antysemityzmu. Kompromitujące tezy wygłaszają osoby mające różne doświadczenia życiowe i wykształcenie. Okazuje się nagle, że sposób myślenia o „obcych” w wielu aspektach nie zmienił się od wieków. Powracają te same uprzedzenia i bezrefleksyjnie powtarzane kalki językowe, m.in. o ukrywanym żydowskim złocie. Nadal Żydów traktuje się z pogardą, a w najlepszym wypadku z góry.

    Wyjątkowo absurdalnie – w kontekście nawet najbardziej powierzchownej wiedzy o Holokauście – brzmi twierdzenie, że Hitler był tylko bezwolnym narzędziem w ręku amerykańskich Żydów: Dał po prostu Hitlerowi w łapę, żeby tych biednych Żydów wyniszczyć (sic!) (s. 491). Pewien 87-latek z wyższością zauważa, że przed wojną Żyd po zmroku bał się wyjść z domu, bo jak spotkał dwóch czy trzech katolików, to jeden go w łeb, drugi go kopnął (s. 489). Do miary symbolu urasta spotkanie z mężczyzną, który w okresie Święta Zmarłych śpiewa na cmentarzu zbierającym relacje studentom przedwojenną, antysemicką piosenkę i śmieje się przy słowach refrenu: Bij, bij, bij Żyda bij / Niech z niego leje się krew! Wcześniej nie zapomina zaznaczyć, że jego matka prawie została przez Żydów porwana „na macę”.

    Wypowiedzi rozmówców układają się w kilka wątków, które Tokarska-Bakir odtwarza. Wśród powracających motywów nie braknie oczywiście spiskowej teorii dziejów, według której Żydzi mieliby z ukrycia kierować światem. Szczerze powiedziawszy, uważam, że Polską powinni rządzić Polacy czystej krwi do jakiegoś pokolenia – nie ma wątpliwości dwudziestokilkuletni członek Młodzieży Wszechpolskiej ze Stalowej Woli. Wypowiadający te słowa mężczyzna żyje w kraju, w którym Żydów prawie nie ma. Zginęli w gettach, zostali zamordowani w obozach zagłady, wydani na śmierć przez polskich szmalcowników albo wyemigrowali tuż po wojnie czy w efekcie antysemickiej nagonki 1968 roku. Wyznawcy „antysemityzmu bez Żydów” potrafią jednak świetnie radzić sobie z tą nieobecnością – wystarcza im obraz Żyda mitycznego.

    Konieczna jest dygresja na temat specyfiki pojęcia „obcość”, definiowanego równolegle w dyskursie socjologicznym, filozoficznym i antropologicznym. Walter Lippman twierdził, że stereotypy to „obrazy w naszych głowach” (the pictures in our heads), które powstają w efekcie mechanizmu kategoryzacji. Tworzymy je ponieważ nie jesteśmy w stanie przyjąć wszystkich informacji na temat świata, jakie do nas docierają. Stereotyp „obcego” zawsze odsyła nas do autostereotypu i jest jego zaprzeczeniem. Nie istnieje „obcość” abstrakcyjna, dopiero w akcie percepcji członków grupy pojęcie to każdorazowo wypełnia się treścią. Zawsze musi być analizowane jako element starej opozycji „swój” – „obcy”. To migotliwe pojęcie zmienia się w zależności od kontekstu czy kryteriów przyjętych przez badacza. „Obcość” można stopniować lub uznać za niezmienny zbiór cech. Istotnym wnioskiem Waltera Lippmana było stwierdzenie, że stereotyp poprzedza użycie rozumu i ma charakter zmysłowy. Późniejsi badacze zgodzili się, że sama kategoria „obcości” jest tworzona w sposób subiektywny. Przeważa w niej element emocjonalny i irracjonalny – raz powstały „obraz w głowie” jest powtarzany w sposób mechaniczny. Doświadczenie nie jest w stanie zaprzeczyć stereotypowi. Jeśli coś bywa z nim niezgodne, zostaje uznane za wyjątek potwierdzający regułę. Prawdopodobnie dlatego nawet wykształceni ludzie całkowicie ignorują racjonalne argumenty i wierzą w antysemickie brednie. Wiara w stereotypy porządkuje świat, spycha „obcych” poza nasz uporządkowany, bezpieczny i przewidywalny świat. W tradycji ludowej „obcy” zawsze znajdowali się „na zewnątrz”, poza uświęconą przestrzenią „swoich” i dlatego byli postrzegani pejoratywnie. Ten specyficzny, oparty na micie obraz „obcego” wyrastał przede wszystkim z myślenia magicznego. Tylko czy w kontekście tych akademickich rozważań bliżej jesteśmy wyjaśnienia, dlaczego odpowiedzią na „legendy o krwi” były pogromy, organizowane przez najbliższych sąsiadów? Jaki wpływ na rozwój wydarzeń miała kultura, w jakiej człowiek został wychowany?

    Wyjątkowego znaczenia nabierają wypowiedzi, w których rozmówcy mówią o swoich żydowskich sąsiadach sprzed wojny z sympatią, a nawet z czułością. Na przykład we wspomnieniach o przyjaźni trzech dziewczynek – Polki i dwóch Żydówek, czy w opowieści o tym, jak żydowska gospodyni przyszła do polskiej sąsiadki w Wielką Sobotę, żeby ją nauczyć robić rybę w galarecie.

    Rozmówcy Tokarskiej-Bakir w dzieciństwie ciekawi byli żydowskich zwyczajów. Opowiadają, jak wyglądało podpatrzone ukradkiem żydowskie wesele i przygotowania do szabasu. Mowa jest też o tefilin: Jak się modliły, to zakładały opaskę, a tutaj miały taką kłódkę i zamykały na głowie (s. 501), zasadach koszerności i przygotowaniach do żydowskiego pogrzebu. Ale nawet przy tej okazji wracają niedające o sobie zapomnieć przesądy. Chociażby wątek złotego cielca, którego figury jakoby miały znajdować się w synagogach – rozmówcy zarzekają się, że widzieli je na własne oczy.

    Pełne dramatyzmu są relacje z Holokaustu – opowieści o tym, jak całe żydowskie miasteczka idą na śmierć. To najbardziej przejmujące fragmenty książki. Polscy rozmówcy, przywołując tamte wydarzenia, zazwyczaj przyjmują rolę obserwatorów-sprawozdawców. Z jednej strony relacjonują to, co widzieli, jak sceny z filmu, w którym nie bierze się udziału. Z drugiej współczują ofiarom, nie zapominają o tych, którzy ukrywali żydowskich sąsiadów. Zdobywają się na to również osoby w innych momentach manifestujące do Żydów niechęć.

    Tokarska-Bakir nie zapomina o mrocznych kartach historii Polski. Przywołuje relacje o bestialstwie Niemców w trakcie okupacji, ale też o wydawaniu Żydów przez Polaków. Wspomina o sołtysie, który osobiście oddał żydowską matkę i dziecko w ręce Niemców. O nieznanych sprawcach, którzy zamordowali grupę Żydów ukrywających się w kościele. (Obie historie przytaczają mieszkańcy okolic Sandomierza.) Nie przemilcza pobudek, jakimi w tych okolicznościach kierowali się Polacy. Do morderstw Żydów przez Polaków dochodziło przecież także tuż po wojnie: często na tle rabunkowym, z powodu irracjonalnego przekonania, że ukrywają gdzieś złoto i trzeba się ich pozbyć, żeby je zdobyć. Grabież mienia pożydowskiego nie była niczym wyjątkowym, liczne przykłady tego procederu odnajdziemy w literaturze – np. Leopold Buczkowski w Dzienniku wojennym pisze: Znowu chłopi z pałkami pognali w las gonić tych w schronach, rabują ubrania (łachmany!): goli ludzie błąkają się po mrozie i o głodzie – ot, smutna sromota! (8). Pisząc o jednym z najwstydliwszych momentów historii Polski, Joanna Tokarska-Bakir nie rezygnuje z naukowego obiektywizmu. Przedstawia fakty, ale daje czytelnikowi możliwość własnej interpretacji. Należy tylko mieć nadzieję, że jej książka nie przejdzie bez echa, bo autorka mądrze podchodzi do tego, co niezwykle trudne do wytłumaczenia.

    Małgorzata Szlachetka

    Tekst ukazał się w piśmie Akcent nr2/2009

    Przypisy:
    1. Pismo Święte Nowego Testamentu. Tłumaczył z języka greckiego ks. Seweryn Kowalski, Instytut Wydawniczy Pax, Warszawa 1983, s. 66.
    2. Jan Tomasz Gross: Strach. Antysemityzm w Polsce tuż po wojnie. Historia moralnej zapaści. Wydawnictwo Znak, Kraków 2008, s. 133.
    3. Silnym ośrodkiem promującym historię mówioną jest działający w Lublinie Teatr NN.
    4. Alina Cała: Wizerunek Żyda w polskiej kulturze ludowej. Oficyna Naukowa, Warszawa 2005.
    5. Tamże, s. 47.
    6. Tamże, s. 103.
    7. Tamże, s. 89.
    8. Leopold Buczkowski: Dziennik wojenny. Wstęp i posłowie Sławomir Buryła, opracowanie tekstu dziennika Sławomir Buryła, Radosław Sioma. Wydawnictwo Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego, Olsztyn 2001, s. 30.
    Komentarze
    Brak komentarzy.
    Dodaj komentarz
    Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
    Copyright © 2007
    powered by php Fusion
    GNU license
    65,543 wizyt